„Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ujrzycie niebiosa
otwarte i aniołów Bożych wstępujących i zstępujących nad Syna Człowieczego” (J
1,51).
W Piśmie Świętym odnajdujemy wyraźnie wzmianki o trzech
Archaniołach, którzy przebywają w bliskości Boga i są Jego wysłannikami:
Michał – „Któż jak Bóg?” – przywódca wojska niebieskiego i
obrońca Ludu Bożego, walczący z szatanem;
Gabriel – „Bóg moją siłą” – głosiciel Bożego orędzia;
Rafał – „Bóg uzdrawia” – uzdrowiciel, opiekujący się
chorymi i podróżnymi.
Wszyscy trzej dani są nam ku pomocy w drodze do Nieba.
Przez nich Bóg okazuje nam swoją potęgę i troskę.
Od dwóch lat na moim klęczniku w kaplicy seminaryjnej mam
obrazek ze św. Michałem Archaniołem i modlitwą, którą każdego dnia modlę się,
prosząc Go o pomoc w walce ze złym duchem:
Święty Michale Archaniele! Broń nas w walce, a przeciw
niegodziwości i zasadzkom złego ducha bądź naszą obroną. Oby go Bóg pogromić
raczył, pokornie o to prosimy, a Ty, Książę niebieskich zastępów, Szatana i
inne duchy złe, które na zgubę dusz ludzkich po tym świecie krążą, mocą Bożą
strąć do piekła. Amen
Sancte
Michael Archangele, defende nos in proelio; contra nequitiam et insidias
diaboli esto praesidium. Imperat illi Deus; supplices deprecamur: tuque,
Princeps militiae coelestis, Satanam aliosque spiritus malignos, qui ad
perditionem animarum pervagantur in mundo, divina virtute in infernum detrude. Amen
Módlmy się, aby Archaniołowie strzegli naszego życia oraz
abyśmy pod ich opieką czynili postępy na drodze do Boga.
Skończyły się wakacje, a rozpoczęło ponownie życie
seminaryjne.
Zawsze na początek roku akademickiego, po wakacjach w Seminarium
odbywają się rekolekcje – czas skupienia i wyciszenia, czas refleksji na
minionymi wakacjami i przemyśleń. Każdy kleryk wraca do Seminarium z pewnym
„nowym bagażem doświadczeń” jaki zdobył przez praktyki duszpasterskie na
parafii, wyjazdy z dziećmi i młodzieżą, czy pielgrzymkę.
Do każdego alumna zostaje skierowane na początku roku
akademickiego zaproszenie, takie samo jakie skierował Jezus do swoich uczniów,
gdy powrócili ze swojej pierwszej samodzielnej misji: „Pójdźcie wy sami osobno
na pustkowie i wypocznijcie nieco” (Mk 6,31). Rekolekcje to właśnie taki czas
pustyni, wyciszenia i nabrania sił na nowe zadania i plany.
Boże, daj mi dobrze i owocnie wykorzystać ten czas
rekolekcji rozpoczynających mój czwarty rok formacji ku kapłaństwu.
Czy można zrozumieć plany Boga? Odpowiadając na to pytanie
może warto na samym początku zastanowić się: Czy w relacjach z innymi ja
potrafię rozumieć drugiego człowieka, jego plany, zachowania czy sposób
myślenia? A może trzeba najpierw zapytać się samego siebie: Czy ja rozumiem
siebie, swoje postawy i zachowania?
Wielu ludzi pragnęło, pragnie i będzie pragnęło poznać i
zrozumieć plany Stwórcy. W Piśmie Świętym jest o tym mowa. Gdzie? Może warto
przypomnieć sobie pierwsze czytanie z XXV Niedzieli Zwykłej w którym prorok
Izajasz zachęca słowami: „Szukajcie Pana, gdy się pozwala znaleźć, wzywajcie
Go, dopóki jest blisko”. Jednak w dalszej części prorok stwierdza z całą
pokorą: „Bo myśli moje nie są myślami waszymi, ani wasze drogi moimi drogami, mówi
Pan. Bo jak niebiosa górują nad ziemią, tak drogi moje nad waszymi drogami i
myśli moje nad myślami waszymi” (Iz 55,6-9).
W Nowym Testamencie także św. Paweł w liście do Rzymian
pisze o niezbadanych wyrokach Stwórcy: „O głębokości bogactw, mądrości i wiedzy
Boga! Jakże niezbadane są Jego wyroki i nie do wyśledzenia Jego drogi! Kto
bowiem poznał myśl Pana, albo kto był Jego doradcą?” (Rz 11,33-34).
Jaki wniosek można wysunąć z analizy tych fragmentów Pisma
Świętego? Ja odkrywam jeden: Myśli i plany Boga odbiegają często, są inne od
naszych ludzkich.
Problemy ze zrozumieniem zamysłów Bożych miał każdy, kto w
sposób poważny traktował swoją więź z Bogiem. Przykładów w Biblii odnajdujemy
wiele, choćby Maryja i Józef, którzy „jednak nie zrozumieli tego, co im
powiedział” Jezus, gdy odnaleźli Go w świątyni. Innym przykładem jaki
przychodzi mi na myśl są Apostołowie, którzy mimo, że tyle czasu przebywali z
Jezusem nie do końca rozumieli Jego naukę i misję jaką miał do wykonania. Nie pojęli
trzech zapowiedzi męki, śmierci i zmartwychwstania Mistrza – „Oni jednak nic z
tego nie zrozumieli. Rzecz ta była zakryta przed nimi i nie pojmowali tego, o
czy była mowa” (Łk 18,34).
Niezdolność człowieka do zrozumienia planów i tajemnicy
Boga nie oznacz, że nasz rozum jest bezużyteczny, ale pokazuje, że on sam nie
wystarczy. Do poznania niektórych prawd jest potrzebna nam wiara. Pamiętam jak
na pierwszym roku w Seminarium na Metafizyce mieliśmy przeczytać encyklikę Jana
Pawła II „Fides et ratio”. Papież pisał w niej, że „wiara i rozum są jak dwa
skrzydła, na których duch ludzki unosi się ku kontemplacji prawdy”. Aby
przynajmniej w jakieś mierze móc zrozumieć tajemnicę Bożych planów i zamysłów
potrzebne są nam jednakowo te dwa skrzydła. Są one darami Boga, w które
zostaliśmy przez Niego wyposażeni.
Trzy miesiące temu – dokładnie 24 czerwca w Seminarium
rozpoczęły się wakacje. Szczególny czas odpoczynku po całym roku pracy i nauki,
ale także okres indywidualnego i osobistego rozpoznawania swojego powołania
przez każdego z alumnów poza Seminarium.
Dziś 23 września dla mnie osobiście tegoroczne wakacje
dobiegły końca mimo, że formalnie zjazd do Seminarium jest jutro. Ja osobiście
przyjechałem o jeden dzień wcześniej, aby móc się spokojnie wprowadzić do
mojego nowego pokoju, w którym będę mieszkał przez następne pół roku. Jest to
dla mnie siódma przeprowadzka podczas mojego pobytu w Seminarium. Kolejny raz
będę przenosił pudełka i kartony z książkami i innymi rzeczami, które będą mi
potrzebne w tym roku formacji.
Może ktoś zadać pytanie: Czemu ma służyć tak częsta przeprowadzka?Przecież można by mieszkać w jednym pokoju przez cały rok, a nawet
wszystkie sześć lat formacji. Mnie na początku także zastanawiała ta
kwestia, ale po trzech latach bycia w Seminarium mogę stwierdzić, że taka
praktyka przeprowadzek jest potrzebna. Dlaczego? Aby nie przywiązywać się do
miejsca w którym mieszkamy. Każdy ksiądz opuszcza parafię w której posługuje i
przenosi się do innej (jedni po roku, inni po trzech, a jeszcze inni po pięciu
itd.).
Wiadomo, nikt z nas nie lubi przeprowadzek, ponieważ wiążą
się z nimi pewnego rodzaju niedogodności oraz trud fizyczny. Ale cóż, takie
jest życie kleryka, a w przyszłości księdza.
To już w Seminarium uczymy się przyszłego życia
kapłańskiego.
Albowiem korzeniem
wszelkiego zła jest chciwość pieniędzy. Za nimi to uganiając się, niektórzy
zabłąkali się z dala od wiary i siebie samych przeszyli wielu boleściami. Ty
natomiast, o człowiecze Boży, uciekaj od tego rodzaju rzeczy, a podążaj za sprawiedliwością, pobożnością,
wiarą, miłością, wytrwałością, łagodnością!Walcz w dobrych zawodach o
wiarę, zdobądź życie wieczne: do niego
zostałeś powołany i [o nim] złożyłeś dobre wyznanie wobec wielu świadków.(1 Tm 6, 10-12)
Każdy został powołany do życia wiecznego - czyż nie jest to piękne:)
Często w swoim życiu spotykam się z pytaniem: Czym jest dla Ciebie przyjaźń? Pytanie
jak wiele innych – trudne do jednoznacznego sprecyzowania i określenia.
Podczas tegorocznych wakacji wiele razy zastanawiałem się
nad tym zagadnieniem. I ciągle zastanawiam, ale przez swoje życiowe
doświadczenia mogę jasno stwierdzić, że prawdziwa przyjaźń rozpoczyna się od
momentu gdy ja akceptuję drugą osobę z jej wadami i zaletami – taką jaką jest w
rzeczywistości. Gdy chcę ją każdego dnia poznawać, odkrywać i ubogacać się tym
co ona posiada w sobie najważniejszego. Przyjaźń jest pewnego rodzaju darem,
który łączy ludzi, ale nigdy nie zniewala, krepuje. W prawdziwej przyjaźni nie
można żądać od drugiej osoby, aby stała się od razu moim przyjacielem. Przyjaźń
sama dojrzewa i rośnie. W przyjaźni jest ważne słuchanie drugiej osoby, ale
także bycie samemu wysłuchanym.
Warto zastanowić się jaki warunek trzeba spełnić, aby być
czyimś prawdziwym przyjacielem. Dla mnie osobiście podstawowym kryterium jest
uznanie przyjaźni jako jednej z najważniejszych wartości w życiu. Potrzeba na
nią czasu i wytrwałej pielęgnacji. Dar prawdziwej przyjaźni sprzyja wzajemnemu
wzrastaniu i dojrzewaniu.
Aby naprawdę móc dobrze przeżyć swoje życie potrzebna jest
każdemu z nas przyjaźń z drugim człowiekiem. Znakiem takiej przyjaźni jest
wspólna rozmowa, ofiarowanie drugiej osobie czasu, współczucie w chwilach
trudnych i nieustanna troska. Aby taka relacja budziła w nas radość potrzebna
jest bezinteresowność i życzliwości. Jakim szczęściem dla człowieka jest mieć
kogoś, przed kim można otworzyć własne serce i komu można powierzyć swoje
tajemnice. Prawdziwy przyjaciel zawsze cierpliwie wysłucha, w potrzebie
pocieszy, ale także czasami szczerze upomni i zwróci uwagę. Prawdziwa przyjaźń
jest lekarstwem, które łamie smutek i samotność a daje radość i szczęście.
„Jeżeli chcesz mieć
przyjaciela, posiądź go po próbie,
a niezbyt szybko mu
zaufaj!
Bywa bowiem
przyjaciel, ale tylko na czas jemu dogodny,
nie pozostanie nim w
dzień twego ucisku.
Bywa przyjaciel,
który przechodzi do nieprzyjaźni
i wyjawia wasz spór
na twoją hańbę.
Bywa przyjaciel, ale
tylko jako towarzysz stołu,
nie wytrwa on w dniu
twego ucisku.
W powodzeniu twoim
będzie jak [drugi] ty,
z domownikami twymi
będzie w zażyłości.
Jeśli zaś zostaniesz
poniżony, stanie przeciw tobie
i skryje się przed
twym obliczem.
Od nieprzyjaciół
bądź z daleka
i miej się na
baczności przed twymi przyjaciółmi.
Wierny bowiem
przyjaciel potężną obroną,
kto go znalazł,
skarb znalazł.
Za wiernego
przyjaciela nie ma odpłaty
ani równej wagi za
wielką jego wartość.
Wierny przyjaciel
jest lekarstwem życia;
znajdą go bojący się
Pana.
Kto się boi Pana,
dobrze pokieruje swoją przyjaźnią,
bo jaki jest on,
taki i jego bliźni”.(Syr 6,7-17)
W nawiązaniu do niedzielnej Liturgii Słowa mówiącej
między innymi o przebaczeniu, muszę przyznać, że w przyjaźni ogromna rolę
odgrywa umiejętność wybaczania sobie krzywd. Przyjaciel zawsze przebacza, nie
siedem razy, ale aż siedemdziesiąt siedem razy. Tylko wzajemne przebaczenie i
zrozumienie może naprawdę umocnić przyjaźń.
Można mieć wielu przyjaciół, ale prawdziwy Przyjaciel jest
tylko jeden.
A kto jest moim
prawdziwym Przyjacielem?JEZUS CHRYSTUS – którego poznałem, któremu zaufałem
i którego miłuję!
W godzinie Twojej agonii wszyscy Cię Panie opuścili, ale
nie Ona – pokorna Służebnica Pańska. Do ostatniego momentu uczestniczyła w
odkupieńczej męce i śmierci Jezusa Chrystusa.
Jaki silny miecz boleści musiał przeszyć Twoje Serce Maryjo,
która tuliłaś Najświętsze Ciało Syna. Ale Ty wytrzymałaś, do końca, do
ostatniego tchnienia Jezusa. Byłaś przy Nim i wspierałaś Go.
A czy ja potrafię być z Jezusem na Golgocie?…
Maryjo, każdy z nas, borykając się z osobistymi problemami
i trudnościami, może zawsze liczyć na Twoje macierzyńskie wstawiennictwo i
opiekę. Ty nas nigdy nie opuszczasz, ale jesteś przy nas obecna w każdej, nawet
beznadziejnej sytuacji naszego życia.